Przejdź do głównej zawartości

Posty

NOSTALGIA #15 - Carnage od Toy Bizu (1995)

Niewielu jest złoczyńców w uniwersum Marvela, z którymi nie bylibyśmy w stanie choć trochę sympatyzować lub przynajmniej zrozumieć i zaakceptować motywów, którymi kierują się w swoich niecnych poczynaniach. Rozumiemy w pewnym stopniu, co wiodło fioletowym gigantem, którego twarz nieco przypomina Cable’a, czy zazdrosnym bratem Thora, jednakże w świecie komiksowych superbohaterów i superzłoczyńców jest pewna postać, która napawa czytelników (przynajmniej tych zdrowych psychicznie) prawdziwym obrzydzeniem. Mowa tu o psychopacie nad psychopatami, niegodziwcu odpychającym bardziej niż rozbite jajko pozostawione na kuchennym blacie przez czas naszego urlopu lub jogurt po poprzednich właścicielach znaleziony w lodówce wynajętego mieszkania. Przed Wami postać o kręgosłupie moralnym z waty cukrowej i osobowości przegniłej bardziej niż deski z pokładu Tytanika. Oto przed Państwem... ...Cletus Kasady Zły brat ani z Zielonego Wzgórza miał naprawdę ciężkie dzieciństwo — zwłaszcza dla w...

NOSTALGIA #14 - Punisher od Toy Bizu (1999)

Frank Castle jest jednym z opus magnum Marvela — temu nie zaprzeczy absolutnie nikt o zdrowych zmysłach. Nie może dziwić zatem fakt, że wraz z Iron Manem, Spider-Manem, Wolverinem, Hulkiem, Venomem, Apocalypsem i kilkoma podobnie znamienitymi gośćmi stał się on pod koniec XX wieku częścią nowej, bardzo ciekawej pod kątem doboru postaci, choć już mniej rewolucyjnej w swojej formie, linii zabawek o nazwie Shape Shifters, będącej marvelowską odpowiedzią na Transformers. Powstał z tego obrazek nieco groteskowy, ale i doskonale wpisujący się w trendy lat 90 i okres, w którym wydawniczy gigant dosłownie padał na kolana, chwytając się wszelkich możliwych brzytew, aby tylko nie zakończyć swojego, może niezbyt długiego, lecz za to kolorowego i pełnego fajerwerków żywota. Zastanawia was pewnie, w co przetransformować się może taki gość, jak Frank? Dajcie spokój — tu nawet nie ma się czego domyślać — nie znacie go przecież od wczoraj... Prawda? Seria Shape Shifters zapamiętana została wł...

ARCADE #1: Guile vs. Guile (G.I. Joe)

Nadszedł dzień konfrontacji. To właśnie dziś naprzeciwko siebie staną dwie figurki, które łączy naprawdę wiele i nie mówię tu jedynie o ich wielkości, pochodzeniu, czy sposobu, w jaki zostały zdobyte. Nie mówię tu również o tym, że oba ludziki są niemalże równolatkami i obaj należą do linii figurek G.I. Joe, mimo że jeden z nich pozbawiony został doskonale wszystkim znanego logotypu na pudełku i mimo swojej budowy świadczącej niezbicie o tym, że mamy tu do czynienia z G.I. Joe, postrzegany jest raczej jako ich kuzyn. Totalna bzdura. Dzisiaj zagramy w grę, w której wygrany bierze wszystko. Która z figurek przetrwa bezpośrednie starcie i wyjdzie zwycięsko z tego niemalże bratobójczego pojedynku? W końcu czempion może być tylko jeden! Ok, może jednak trochę wyluzujmy. Street Fighter od zawsze był w przysłowiowej "wielkiej trójce" bijatyk mojego dzieciństwa, jednak tak naprawdę przekonałem się do niego nieco bardziej dopiero po wielu latach przerwy i zagraniu w ...