Przejdź do głównej zawartości

Posty

NOSTALGIA #13 — TRANSFORMERS G1 Action Master Elite Windmill (1991)

Będę z Wami absolutnie szczery — daleko mi do jakiegoś znawcy tematu Transformers. Przygodę z franczyzą rozpocząłem bardzo dawno temu, za sprawą słynnego serialu animowanego dostępnego wówczas na kasetach VHS wypożyczanych przeze mnie w sposób regularny pod sam koniec lat 90 i odtwarzanych niemal do zdarcia na hiperultranowoczesnym magnetowidzie mojej ciotki, u której w sezonie letnim spędzałem prawie wszystkie sobotnie popołudnia. Moje uwielbienie do serialu nie pociągnęło jednak za sobą adekwatnej do niego chęci posiadania swoich ulubionych bohaterów w fizycznej, plastikowej formie więc jedyną figurką Transformers, jaką wówczas miałem był, jak podejrzewam dziś, pewien chiński bootleg, który darzyłem jednak podobnie jak wszystkie pozostałe zabawki należną mu sympatią. Fioletowa figurka zaginęła koniec końców w ferworze dziejów, dokładnie tak, jak to ma w zwyczaju 90% zabawek z dzieciństwa i przez długie, naprawdę długie lata markę Transformers pokryła dla mnie gruba kołderka kur...

CIEKAWOSTKI #4 - Drugie życie figurek Mortal Kombat (Toy Island, 1996)

Ponowne wykorzystywanie istniejących już rzeźb figurek (tak zwanych moldów), poszczególnych ich części, bądź też samych elementów wyposażenia danego zestawu, od dawien dawna jest zjawiskiem dobrze znanym w świecie zabawek — wystarczy choćby spojrzeć na całą serię MOTU, czy to, co już od dawna i niestety coraz częściej pojawia się na łamach linii Marvel Legends. O ile jest ono całkiem powszechne i oczywiście w granicach rozsądku, zupełnie naturalne w obrębie produktów danej marki (a najczęściej jednej linii zabawek), to do podobnych działań dochodziło również w ramach tak zwanej "licencji" i dotyczyło produktów jednej firmy, które niczym na rynku chińskich podróbek były po prostu przemalowywane i sprzedawane później przez firmę zupełnie inną, jako odrębna seria. Taka właśnie sytuacja miała miejsce w roku 1996, kiedy to na rynek trafiły figurki "autorstwa" Toy Island — spadkobiercy licencji Mortal Kombat po zmarłej chwilę wcześniej linii G.I. Joe należącej do...

CIEKAWOSTKI #3: Rocky jako figurka G.I. Joe

Sylvester Stallone był w latach 80 twarzą przede wszystkim dwóch marek: genialnie sprzedającego się Rambo i niemalże ikonicznego już Rocky'ego. Jak to zwykle bywa, w parze z popularnością filmów szły też zabawki i rozmaite gadżety, a warto wspomnieć, że branża zabawkarska przeżywała w tamtych czasach prawdziwy renesans, ofiarując światu tak legendarne dziś serie, jak MOTU, czy Star Wars. W drugiej połowie lat 80 powzięto więc śmiałe plany, by połączyć ze sobą Slay'a i inną, równie legendarną, a tym samym jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek tamtych czasów, należącą do zabawkowego giganta serię figurek G.I. Joe! (źródło: 3djoes.com) W pogoni za marzeniami Chęć umieszczenia Rocky'ego w szeregach G.I. Joe podyktowana była również sukcesem figurki przedstawiającej postać pewnego słynnego zawodnika wrestlingu walczącego dla organizacji WWF pod pseudonimem Sgt. Slaughter. Sierżant był bowiem pierwszym członkiem G.I. Joe bazującym na prawdziwej postaci, a w...

Hołd dla lat 90 — czyli recenzja Cable z Marvel Legends

Nie było chyba drugiego tak barwnego i zarazem krótkiego okresu w dziejach świata, jak lata 90. Była to era kolorowych ciuchów, przesadnie wyzywających kobiet i rozpropagowanego na szerokość całej kuli ziemskiej kultu męskości objawiającego się pod postacią uwielbienia dla wrestlingu, przegrywanego masowo na kasety VHS kiepskiej jakości kina akcji i komiksów Marvela, który wówczas najpierw przeżywał swój finansowy prime time, by potem łapać coraz płytsze, rozpaczliwe oddechy, usiłując ratować chylącą się niechybnie ku upadkowi markę. Na początku lat 90 do głosu doszli młodzi twórcy komiksów, którzy gdyby pojawili się w innym momencie historii, nie mieliby żadnych szans na tak ogromny sukces — ani przedtem, ani nawet długo po tym. Jednym z nich był złoty chłopiec o nazwisku Liefeld. Rob Liefeld. Niestety minęły już dawno te wspaniałe czasy... ...kiedy to mięśnie miały swoje własne mięśnie, a spluwy — spluwy! Rob Liefeld z uwagi na spore braki warsztatowe rysował zazwycz...